piątek, 10 listopada 2017

Thirteen masks in thirteen days - ( 13 maseczek w 13 dni )

Witajcie Kochani!
Dziś przychodzę do was z recenzją 13 maseczek ( prawie 13 bo znajdzie się tutaj również peeling i płatki pod oczy ). Stwierdziłam że zrobię taki zbiorczy wpis bo może akurat któraś z nich was bardziej zaciekawi? Maseczkami zostałam obdarowana przez Monikę - Mama z różową torebką i przez Dominikę - Czerwona filiżanka. Od obu dziewczyn dostałam świetne przesyłki w których znalazło się sporo dobroci. Za co wam naprawdę z całego serducha dziękuję :*
Ten wpis nie powstał w jeden dzień... ponieważ po użyciu każdej z masek, pisałam swoje relacje na świeżo i na bieżąco aby czasem o niczym nie zapomnieć. Dlatego zapraszam was do czytania! Mam nadzieję że choć część z was znajdzie tutaj coś dla siebie, musicie jedynie pamiętać że są to moje wrażenia i odczucia na temat poszczególnej maseczki, a każda skóra jest inna i to co się sprawdziło u mnie niekoniecznie musi u was i odwrotnie.


Perfecta - głębokie nawilżenie do cery suchej, wiotkiej i pozbawionej blasku
Jak wiecie moja cera nie jest sucha tylko mieszana, natomiast odrobiny blasku poprzez przemęczenie jej brakuje. Dlatego maseczkę przetestowałam, ogólnie saszetka wystarcza na dwie aplikacje dlatego drugą częścią podzieliłam się z mamą, ponieważ ma ona zupełnie inny typ cery niż moja. Maseczka ma lekką choć tłustawą konsystencje, zapach całkiem przyjemny dla nosa. Ogólnie aplikacje przebiega bezproblemowo, a sama maseczka nie spływa z twarzy podczas jej noszenia. Maseczkę trzymałam 30 min i wchłania się prawie całkowicie natomiast nadmiar jaki pozostał usunęłam wacikiem. Szczerze mówiąc jakoś nie zauważyłam spektakularnych efektów, wprawdzie skóra była minimalnie rozjaśniona, miękka i nawilżona ale też pozostawało uczucie lepkości które w przypadku masek do twarzy bardzo nie lubię. Dlatego z pewnością nie jest to maseczka do której bym powróciła, działanie ma poprawne ale bez szału. Nie wiem jak odczucia mamy ponieważ nie widziałam czy już maseczki użyła. Jeśli coś będę wiedzieć to dopiszę.
 Isilandon - collagen eye mask
Ta marka to dla mnie zupełna nowość, nigdy wcześniej o niej nie słyszałam i nie przypominam sobie abym czytała recenzje na temat jej produktów w internetach. Jak wiecie uwielbiam płatki pod oczy i są one moimi stałymi bywalcami w pielęgnacji. Dlatego z przyjemnością je wypróbowałam. Kolagenowe płatki pod oczy są przeźroczyste, bardzo dobrze przylegają do skóry i nie posiadają zapachu ( przynajmniej ja go nie wyczuwam ). Nie podrażniają i nie powodują łzawienia moich wrażliwych oczu. Natomiast są dość suche jak na tego typu produkt, miałam wrażenie że są za "suche" w zasadzie nie wiem jakie miało być ich działanie bo nie rozumiem kompletnie ich języka. Płatki przyjemnie się nosiło, natomiast jeśli chodzi o efekty ich działania to nie zważyłam nic, ani zmniejszenia cieni pod oczami, skóra również nie była jakoś nawilżona, nie czułam ujędrnienia czy też jakiegoś wygładzenia. Płatki trzymałam standardowo 20 min, ale brak jakichkolwiek efektów delikatnie mnie zaskoczył. Zdziwiło mnie to w jak szybkim tempie trzeba je zużyć, znaczek słoiczka oznaczony jest 2H ( jeszcze z takim oznaczeniem się nie spotkałam ) idąc logistycznie to mi sugeruje dwie godziny po otwarciu? ale czy to możliwe? Może wy mi pomożecie rozwiązać zagadkę?
Life - Dwustopniowy zabieg rozjaśniający ( peeling enyzmatyczny i maska-serum rozjaśniające )
Maseczka przede wszystkim  przeznaczona jest do skóry naczynkowej, skłonnej do podrażnień, wrażliwej, trądzikowej i z przebarwieniami różnego typu. Pierwszy etap naszego zabiegu to peeling enzymatyczny, który nakładamy na lekko wilgotną skórę twarzy masując przez chwilę i trzymając ją przez 10 min, następnie całość zmywamy letnią wodą i osuszamy skórę. Po peelingu przechodzimy do drugiego etapu zabiegu, gdzie nakładamy maseczkę na 15 minut i kolejno również ją zmywamy. Sam peeling jest bardzo fajny, złuszcza w bardzo delikatny sposób i wygładza skórę, która po osuszeniu jest bardzo przyjemna w dotyku. Nie zauważyłam aby działał rozjaśniając skórę, natomiast jako sam w sobie peeling jest całkiem ok. Drugi etap maseczki kompletnie mi nie pasował, konsystencja była kremowa i lekko tłustawa? coś na typ zgęszczonego mleczka do demakijażu których dosłownie nie znoszę :P Nie lubię uczucia nakładania mleczek do demakijażu, bo mam wrażenie jakbym nakładała łój na twarz ( ale to się tyczy każdego z mleczek ) nie wiem ale ja nie mogę takiej konsystencji zdzierżyć. Natomiast wysiedziałam w tej maseczce te 15 min, choć była dla m nie to trochę męczarnia. Nie zauważyłam aby rozjaśniała i poprawiała koloryt skóry. Jedynie co to jej zmyciu skóra była nawilżona i miękka w dotyku. Cały zabieg nie wpłynął na pogorszenie mojego stanu skóry, nie zapchał i nie spowodował wysypu niedoskonałości. Natomiast sam w sobie niewiele robi, do peelingu mogłabym ewentualnie wrócić natomiast do maseczki już nie ale tylko z tego względu że ta konsystencja była dla mnie ciężka do zniesienia i mając ją 15 min na twarzy naprawdę się męczyłam.
 Bielenda - Super power mezo, aktywna maska nawilżająca
Jak wiecie jest to marka którą lubię dlatego z góry zaznaczyłam że ta maska musi być dobra! ale czy aby na pewno? Maskę dostajemy w płacie, co mnie zaskoczyło od innych tego typu maseczek jest dość gruba, ale za to bardzo dobrze nasączona. Zapach ma delikatny ale przyjemny, dobrze dopasowuje się do kształtu twarzy, choć pod koniec noszenia zaczęła się odklejać w okolicy brody, więc przy jej aplikacji polecam pozycję leżącą. Maseczkę nosiłam 15 min, a moja skóra dosłownie wypiła jej zawartość! Skóra była ukojona, rozjaśniona, przyjemnie miękka w dotyku i delikatnie nawilżona. Oczywiście producent zaleca stosowanie maseczki 2-3 razy w tygodniu dla lepszych rezultatów. Jak na jednorazowe użycie z efektów byłam zadowolona i jednak Bielenda po raz kolejny mnie nie zawiodła.
Herbal Care - Odżywcza maseczka do twarzy ( olejek arganowy - do skóry suchej i bardzo suchej ) 92% naturalnych składników
Zacznę może od tego że nie jestem posiadaczką skóry suchej tylko mieszanej, natomiast wieczorami w okresie zimowym uwielbiam nakładać mocno nawilżające produkty tak aby moja poranna pielęgnacja zajmowała mi jak najmniej czasu. W maseczce zaskoczyła mnie gęsta i masełkowata konsystencja, bardzo przyjemna! Zapach śliczny, choć należący do tych bardziej subtelnych. Maseczkę nakładałam po dokładnym oczyszczeniu skóry i po kąpieli. Jest to typ maseczki który zostawiamy na skórze do wchłonięcia. Zastosowałam ją jak nocną maskę, nakładając na całą twarz, szyję i dekolt. Zwyczajnie użyłam jej jak kremu tylko dałam nieco grubszą warstwę, odczekałam chwilę aby jej nadmiar się wchłonął i poszłam spać. Rano obudziłam się z niesamowicie nawilżoną i aksamitną w dotyku skórą. Była promienna, bardziej napięta ( nie mylić z ściągnięciem skóry ), wyglądała na dobrze wypoczętą, jakbym spała nieco dłużej niż zwykle. Makijaż również prezentował się lepiej. Skóra nabrała zdrowszego wyglądu, nie podrażniała, nie powodowała dyskomfortu podczas noszenia. Nie wywołała u mnie wysypu niedoskonałości. Mimo że jest to maseczka przeznaczona do skóry suchej to z jej działania byłam niesamowicie zadowolona. Śmiało mogę stwierdzić że jest to jedna z lepszych maseczek w formie saszetkowej jaką kiedykolwiek próbowałam i z pewnością zrobię sobie jej zapas. Z czystym sumieniem polecam. Bo działa naprawdę świetnie i polecam wam ją stosować tak jak ja, czyli jak nocną maseczkę.
Ziaja - ogórek, mięta, papaina  ( enyzmatycza z mikrogranulkami, każdy rodzaj skóry )
Peelingująca, żelowa maseczka do każdego rodzaju skóry. Zawiera ekstrakty: Cucumis Sativus i Mentha Piperita , papainę – enzym wygładzający skórę oraz Undecylenamidopropyl Betaine – substancję o działaniu bakteriostatycznym. Ma bardzo przyjemny i subtelny zapach. Konsystencja faktycznie jest żelowa i z łatwością aplikuje się na skórę twarzy. Mikrogranulki są wyczuwalne w bardzo delikatny sposób coś jak drobinki drobno zmielonego piasku. Producent pisze że maseczka delikatnie chłodzi, natomiast ja nie odnotowałam takiego odczucia. Jest delikatna w swoim działaniu ale za to bardzo przyjemna. Zarówno jej formuła i cały proces zabiegu bardzo mi odpowiadał. Do mojej mieszanej cery jest w sam raz, delikatnie wygładza i nawilża, a skóra po jej użyciu jest miękka i przyjemna w dotyku. Nie zapycha, nie podrażnia i nie powoduje wysypu niedoskonałości. Bardzo fajna i przyjemna, chętnie do niej wrócę ponownie.
7th heaven dead sea mud pac - Głęboko oczyszczająca z minerałami z morza Martwego
Nie ukrywam że jest to jedna z tych maseczek która mnie bardzo ciekawiła. Od dawna czytałam wpisy na temat masek "7th heaven" a ja tyle razy ile obiecałam, to zawsze zapominałam kupić. Maski z glinką bardzo lubię, choć w zasadzie zazwyczaj używam tych które trzeba zrobić samemu. Konsystencja jest kremowa o lekko niebieskim zabarwieniu. Zapach taki troszkę męski ale przyjemny dla nosa. Maseczkę trzymałam 15 min podczas noszenia nie spływa ona z twarzy. Polecam spryskiwać twarz wodą termalną, ponieważ w miejscach gdzie maska zastygnie towarzyszy lekkie uczucie ściągnięcia. Maseczka bezproblemowo zmywa się pod letnią wodą. Po jej zmyciu wyraźnie widać że skóra jest dobrze oczyszczona i odświeżona, natomiast po użyciu wymaga ona użycia kremu.
Perfecta Express mask - Moc rozświetlania, koktajlowa maseczka sos ( cera zmęczona i niedotleniona )
Maseczka Perfecta z tego co zrozumiałam jest na typ takiej "bankietowej" której nie zmywamy tylko nakładamy przed imprezą lub rano przed nałożeniem makijażu, aby dodać skórze nieco blasku. Rano to wiecie nie mam czasu na zabawy maseczkami więc tak naprawdę potraktowałam ją jak zwykłą maseczkę i jeden z kroków swojej wieczornej pielęgnacji. Po dokładnym oczyszczeniu skóry nałożyłam maseczkę na całą skórę twarzy, szyi i dekoltu. Teoretycznie maseczka powinna wystarczyć na 2x ale z racji tego że ja sobie nie żałuję to miałam ją na raz. Zaraz po aplikacji w okolicy nosa maseczka delikatnie mnie przypiekła w okolicy nosa, natomiast trwało to zaledwie chwilkę. Producent pisze że maseczka ma działać na zmarszczki ale nie oszukujmy się 1-2 aplikacje, nie ma szans, zresztą na zredukowanie zmarszczek wpływa wiele czynników, tak samo jak to że u jednych powstają one szybciej u innych zdecydowanie wolniej. Nie będę was tym zanudzać bo to temat na inny wpis. W każdym razie nie liczcie na to że uzyskacie efekt żelazka, jedynie można skórę wygładzić i ujędrnić ale na to trzeba minimum miesiąca stosowania danego produktu dzień na dzień. Maseczka faktycznie ładnie rozświetla skórę, natomiast jest to też efekt mikroskopijnych złotych drobinek jakie ma w sobie. Zapach jest całkiem przyjemny, choć jak dla mnie w produktach do twarzy zbyt perfumowany. W moim przekonaniu działa trochę jak taka baza sylikonowa, ponieważ skóra faktycznie jest wygładzona, a pod palcami jest wyczuwalna taka delikatna powłoczka, która w dotyku w żadnym wypadku nie jest tłusta. Nawilżenie jest optymalne i w przypadku mojej mieszanej skóry wystarczające. Jest fajna i samo działanie ma całkiem dobre, ale ja nie użyłabym jej pod makijaż bo zwyczajnie w świecie nie lubię drobinek w produktach do twarzy.
Ziaja - Sopot Spa 30+ maseczka nawilżająca (każdy rodzaj skóry )
Produkty ziaja z serii Sopot Spa 30+ znam już od lat i nie jeden raz gościły w mojej łazience, zaczynając od płynów micelarnych, a kończąc na kremach. Jeśli chodzi o tą serię to jest ona jedną z moich ulubionych. Kolor maseczki jest niebieski, a sama jej formuła typowo żelowa. Przyjemnie nakłada się na twarz i nie spływa twarzy. Większa część maseczki została wchłonięta przez moją skórę, a jej nadmiar zmywam pod letnią wodą. Zapach jest taki jak cała niebieska seria Sopot Spa, natomiast w kwestii maseczki mógłby być nieco mniej wyczuwalny. Mam wrażenie że maseczka ma w sobie delikatne drobinki ale po usunięciu nadmiaru nie są one widoczne na skórze. Dla posiadaczek cery suchej maseczka może mieć słabe działanie jeśli chodzi o nawilżenie, w przypadku cery mieszanej bądź tłustej, powinno ono być wystarczające. Skóra jest nawilżona i odżywiona, natomiast nie jest to intensywny i długotrwały efekt. Jest przyzwoita, ale zdecydowanie bardziej do gustu przypadły mi inne produkty z tej serii, w szczególności płyn micelarny który swoją drogą wam polecam. Jak dla mnie ta maseczka będzie lepszym wyborem dla nastolatek, a nie nieco dojrzalszych kobiet w wieku 30+, mimo że nie jest zła, to nie zachwyciła mnie na tyle abym wróciła do niej ponownie.
Oczyszczająca maska z ekstraktem z mandarynki i oczaru wirgijskiego Kaufland Care peel-off ( do skóry normalnej i mieszanej )
Była to jedna z tych maseczek która najbardziej mnie ciekawiła, tym bardziej że jest ona ulubieńcem Dominiki. Bardzo lubię maseczki typu peel-off choć czasami bardzo mnie denerwuje oczekiwanie ich zastygania, według producenta jest to 10-15 min, natomiast moim zdaniem dwa razy dłużej. maseczka w konsystencji jest bardzo gęsta i ma śliczny pomarańczowy kolor. Wygląda jak taka tężejąca galaretka pomarańczowa. Zapach w pierwszym odczuciu lekko drażni ponieważ bardzo mocno wyczuwany jest alkohol, ale tego typu maski zazwyczaj tak właśnie mają. Później zapach jest dużo bardziej przyjemniejszy i jest wyczuwalna mandarynka, choć nie jest to w pełni naturalny zapach. Podoba mi się w niej to że podczas ściągania schodzi w całości i nie zostają żadne strzępki które trzeba później skubać lub zmywać wodą. Mimo że jest to maseczka typu peel-off to nie boli jej ściąganie. Dobrze oczyszcza i wygładza powierzchnię skóry, pozostawiając ją miękką i przyjemną w dotyku. Nie podrażnia i nie zapycha. Jedynie co mnie denerwowało to że dość długo zastyga i to że zaraz po nałożeniu mocno wyczuwalny jest alkohol, który na szczęście szybko się ulatnia. Mimo tych dwóch drobnych wad jestem z działania jak najbardziej zadowolona.
Lirene Przeciwzmarszczkowa Maseczka samowchłaniająca z folacyną 
Markę Lirene lubię, natomiast nie pamiętam czy kiedykolwiek miałam ich jakąś maseczkę, przynajmniej nie pamiętam. Maseczka jest konsystencji kremowej, a jej zapach jest raczej neutralny. Całą zawartość saszetki zużyłam pokrywając skórę twarzy, szyi i dekoltu. Z początku odczuwałam lekkie pieczenie, ale trwało ono zaledwie kilka sekund. Później maseczka podczas noszenia była praktycznie niewyczuwalna. Ponieważ jest to maseczka która ma się sama wchłaniać tak jak krem, to nie zwracałam jakoś specjalnie uwagi ile ją mam na sobie. Producent sam pisze że ewentualne pozostałości można usunąć wacikiem. Ku mojemu zdziwieniu, akurat to był weekend zdążyłam oglądnąć film, a maseczka w większej ilości dalej była na twarzy. Gdybym wiedziała że tak słabo się wchłania, to użyła bym jej na dwa razy. W zasadzie troszkę się ścięła na twarzy i nie wyglądało to zbyt estetycznie. Wprawdzie po usunięciu resztek, skóra była miękka i w pewnym sensie nawilżona, ale na jej powierzchni pozostała również lepka warstewka, która niekoniecznie mi odpowiadała. W kwestii działania na napięcie skóry i jej ujędrnienie nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ jednorazowe użycie nie jest mi tego w stanie zapewnić. Coś tam robi, ale niewiele, jeśli jakiś produkt roluje się i warzy mi na twarzy no to raczej do kategorii ulubionych należeć nie będzie.
AA Beauty Bar - łagodne oczyszczanie, kremowy peeling enyzmatyczny
Jako fanka wszelakiej maści peelingów, nie mogłam go nie wypróbować. Wprawdzie nie jest to maseczka ale nie zaszkodzi wrzucić tutaj taki produkt. Od peelingów enyzmatycznych nie wymagam jakoś specjalnie wiele. Przede wszystkim nie mogą podrażniać i mają delikatnie oczyszczać skórę z martwego naskórka. Peeling na skórze pozostawiamy na 5-10 min, czyli jak na taki produkt to stosunkowo krótko. Konsystencja jak sama nazwa wskazuje jest typowo kremowa i średnio gęsta. Łatwo rozprowadza się po skórze i ma bardzo dobrą przyczepność, nie spływa z twarzy podczas kąpieli. Delikatnie złuszcza martwy naskórek, całkiem dobrze oczyszcza, choć miałam już lepsze tego typu produkty. Skóra jest wygładzona i przyjemna w dotyku. Działanie jak na tego typu peeling jest poprawne ale bez rewelacji, dla nie wymagających myślę że będzie zadowalające. Dla peelingowego maniaka takiego jak ja, niewystarczające.
Różowa chińska żelowa maseczka :)
Choćbym chciała to za "Chiny" nie rozszyfruje wam nazwy, nie wiedziałam jak długo trzymać maseczkę na twarzy i jakie ma mieć działanie. Dlatego zrobiłam opcję standard i maseczkę zastosowałam jak taką zwykłą klasyczną do zmywania. Zapach taki lekki w saszetce go wyczuwam, natomiast na skórze kompletnie nie. Konsystencja żelowa z całkiem dobrą przyczepnością do skóry. Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia względem maseczki. Nie podrażniała mnie, nie spowodowała wysypu niedoskonałości, ale w sumie w żaden sposób nie zadziałała pozytywnie na moją skórę. Wyczuwam w niej delikatne działanie nawilżające, ale w sumie w tym czasie kiedy i ją testowałam używałam też nawilżającego żelu do mycia twarzy który również taki efekt dawał. W zasadzie to nie wiem czy skóra była nawilżona po zmyciu tej maseczki czy też dlatego że do jej zmycia używałam tego żelu. Sama nie wiem co o niej myśleć i chyba jeszcze tak nigdy nie miałam.
Jak widzicie każda maseczka jest inna, jedne wypadły lepiej inne gorzej lub wcale się nie sprawdziły. Jestem bardzo ciekawa czy którąś z maseczek miałyście i jak to było u was z działaniem? Na odpowiedzi czekam jak zawsze w komentarzach i do następnego!

101 komentarzy:

  1. Płatki żelowe pod oczy używałam i mi one pasowały - skóra była delikatna, cieni brak, a stosowałam je po remoncie i mega zmęczeniu :) Efekt mnie zadowalał :) Moje płatki były bardzo dobrze nasączone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie uwielbiam płatki żelowe choć nie wszystkie są dobre :)

      Usuń
  2. Uwielbiam saszetkowe maseczki... zwłaszcza jesienią.
    Ostatnimi czasy nie chce mi się "bawić" z innymi.
    Ten Twój maseczkowy wpis wydaje się strzałem w 10! Każdy może znaleźć coś dla siebie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz tyle tych maseczek jest w sprzedaży iż naprawdę jest w czym wybierać. Zainteresowałaś mnie bardzo maseczką z Bielendy Super power mezo ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat wszystkie dostałam od Dziewczyn ;)

      Usuń
  4. Lubię tą maskę rozświetlają z Perfecty ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Marki oczywiście mi znane.. ale akurat opisywanych przez Ciebie nie miałam. Tez mam skórę mieszaną, nawet w stronę tłustej, więc oczywistym jest, ze wybieram maseczki pod tym kątem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w zależności od potrzeb na dany moment ale oczywiście najczęściej do mieszanej :)

      Usuń
  6. Lubię czytać o maseczkach bo lubię używać :) Też przypadła mi do gustu ta z Bielendy, przyjemna jest :) Nieźle się napracowałaś przy tym poście :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na bieżąco go robiłam jak zużyłam jedną to pisałam inaczej bym zapomniała :D tak więc sporo czasu mi zajęło to :)

      Usuń
  7. Chyba muszę się podciągnąć bo tylu zabiegów z maseczkami to ja przez pół roku chyba nie robię hahahahaaaaaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie? Jezu to ja jak 6 razy w tygodniu zrobię a raz w tyg nie zrobię to mi źle :D

      Usuń
  8. Wow :D Z całej listy wypróbowałabym chyba w pierwszej kolejności: Ziaja - Sopot Spa 30+

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem sporo ale może będę wrzucać takie zbiorcze wpisy :)

      Usuń
  9. Ja polubiłam maseczki w płachcie,a w szczególności te z Bielendy :)
    Chyba sama muszę sobie zrobić takie np tygodniowe wyzwanie z maseczkami. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam maseczkę na twarzy, a kosmetyczka pęka w szwach od ich nadmiaru :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie zrób :) fajny rytuał :)

      Usuń
  10. Dawno już nie sięgałam po takie maseczki w saszetkach. Z reguły mieszam glinki, albo wybieram coś w większych opakowaniach. A ostatnio zrobiłam sobie małą kurację domową maseczką w drożdży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je dostałam to wykorzystałam domowe o glinki też lubię :)

      Usuń
  11. Uwielbiam maseczki Lirene :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam parę z tych maseczek ale nie wszystkie się u mnie sprawdziły.

    OdpowiedzUsuń
  13. o! Miło mi że polubiłaś te maseczki które ja lubię:) Do Kauflandowej wrócisz czy niekoniecznie?

    OdpowiedzUsuń
  14. ja muszę zakupić płatki pod oczy - u mnei się spisywały dobrze

    OdpowiedzUsuń
  15. ale mega te maseczki - uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. ile cudownych maseczek! kilka miałam okazję testować:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo przydatne zestawienie, każdy znajdzie coś dla siebie. A te płatki kolagenowe pod oczy może szybko wysychają, więc po otwarciu po prostu nie można ich zostawić, tylko trzeba od razu użyć (chociaż wątpię, aby ktoś je otwierał bez zamiaru stosowania) :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Znam tą z ziaji ogórkową i bardzo ją lubiłam - była super na lato do odświeżenia i ochłodzenia :) Bielenda to jedna z moich ulubionych firm, mam sporo perełek od nich, więc i maska mnie mocno kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bielendy kosmetyki też bardzo lubię :)

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz został usunięty ze względu na zawierający link

      Usuń
  20. Mam maseczkę "life' ale w takim razie nie będę się spieszyć z użyciem :(

    OdpowiedzUsuń
  21. Ile ich jest, każda wydaje się być fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo lubię maseczki AA a Lirene ma zamiar przetestować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że tutaj z AA jest peeling a nie maska ;)

      Usuń
  23. Lubię tą maseczkę Ziaji z ogórkiem, miętą i papają. Aż zdziwiona jestem, że nie odczuwałaś chlodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie wiem czemu :P może jestem gruboskórna :D

      Usuń
  24. Znam wszystkie maseczki z AA :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Żadnej z tych maseczek nie używałam. Ale mam kosmetyczne zaległości! :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Stanęłaś przed prawdziwym wyzwaniem, by przetestować 13 maseczek (i nie tylko) i podołałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz został usunięty ze względu na zawierający link

      Usuń
  28. Wow świetny post! Widać, że naprawdę się do niego przyłożyłaś <3 Dzięki takiej szczegółowej recenzji wiem już po które maski sięgnę! :) Dzięki :*

    OdpowiedzUsuń
  29. mnie ta Super Power Mezo Maska Bielendy niestety podrażniła kiedyś i to okropnie
    doceniam post, musiałaś się napracować:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Chyba większości z nich nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Odpowiedzi
    1. Śmiało :) myślę że taka maseczkowa seria będzie fajna :)

      Usuń
  32. wow, super zestawienie. Firmy znam, maseczek tych akurat jeszcze nie miałam okazji używać. Te co mam opisuje po kolei zużywania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raz na jakiś czas będę robić tego typu wpisy :)

      Usuń
  33. Ile maseczek! :) Uwielbiam maseczki Farmony, AA moja skóra nie lubi, pozostałych nie znam, ale jeśli już, wypróbowałabym polskie :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Rzadko kupuję maseczki w saszetkach, wolę w dużych opakowaniach;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też choć w saszetkach też są fajne :)

      Usuń
  35. Z tą serią SOPOT SPA to tak jest, że jest bardziej polecana osobom młodszym niż po 30 ;) Nie to, że osoby po 30 są stare, ale mam na myśli to, że ostatnio nawet Pani w sklepie Ziaja poleciła mi ją na teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj wiekiem nie ma co się sugerować :)

      Usuń
  36. Wow, ile maseczek. Super zestaw. Ja tylko się zachwycam, bo nie używam.
    Boję się podrażnień ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre są łagodzące więc mimo wszystko warto stosować ;)

      Usuń
  37. Ja w ciągu 10 lat tylu maseczek nie wykorzystałam :P Raczej sięgam po takie w większych opakowaniach ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. O to potestowałaś:) ja od dłuższego czasu mam chęć na tą Bielendę meso:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem sporo ich było ale będzie teraz więcej takich wpisów :)

      Usuń
  39. sporo tego. Można znaleść coś dla siebie z tej Twojej kolekcji testowanych maseczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że każdy znajdzie coś dla siebie :)

      Usuń
  40. Uff, dotrwałam do końca ;) tego jest tak dużo, że trudno pamiętać o czym pisałaś na początku :(
    Ja żadnej z nich nie miałam i to się pewnie nie zmieni. Nie lubię maseczek w saszeetkach, wolę większe opakowania, które wystarczą na kilka użyć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będę robić takie serię ale może po 8 maseczek :D

      Usuń
  41. Z tego miałam tylko Kauflandową. Okropność nad okropnościami.

    OdpowiedzUsuń
  42. Takiego rekordu nigdy bym nie pobiła, w zużyciu maseczek :P Ale zaskoczyłaś mnie, że płatki pod oczy nie zrobiły nic. Ja je lubię, widzę efekty działania u siebie, choć to praktycznie tylko nawilżenie. A różowa to Yunifang i w przeciwieństwie do ich masek w płacie, też nie robi na mnie wrażenia :/

    OdpowiedzUsuń
  43. Żadnej z nich nie używałam :D Stosuję głównie glinki wymieszane z węglem aktywnym, bo moja cera wymaga mocnego oczyszczania.

    OdpowiedzUsuń
  44. Że co? 13 masek w 13 dni?! Jesteś równie szalona co Karmel 😂 dziecko w matkę się wdało 😂 płatki pod oczy od Moni miałam i były całkiem fajne i faktycznie w 2 godziny po otwarciu należy je zużyć, bo inaczej esencja się z nich ulotni i będą do wyrzucenia.. nie bez powodu są pakowane osobno 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to widzisz przynajmniej teraz wiem już :D Oczywiście że szalona :D

      Usuń
  45. Uwielbiam maseczkę nawilżającą z Bielendy, to jedna z niewielu po której naprawdę mam nawilżoną skórę :) Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń

PROSZĘ - NIE SPAMUJ!! TRAFIĘ DO CIEBIE, TO NIE JEST MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ, JEŚLI W KOMENTARZU UMIEŚCISZ JAKIKOLWIEK LINK Z PEWNOŚCIĄ TRAFI ON DO SPAMU. JA SZANUJĘ CIEBIE, A TY USZANUJ MNIE!

Na komentarze staram się odpowiadać na bieżąco. Dziękuję za każdy komentarz i poświęcony czas, mam nadzieję że będziesz zaglądać tu częściej.Natomiast jeśli nie czytasz nie komentuj i nie pisz głupot.