wtorek, 30 stycznia 2018

Sześć maseczek w sześć dni i to jednej marki! - Skin 79

Witajcie Słoneczka!
Dziś kolejny post z cyklu maseczkowego maratonu. Natomiast tym razem będzie nieco inaczej bo wszystkie maseczki będą jednej marki, która większości z was jest doskonale znana jeśli nie z tego co same testowałyście to chociażby z blogów. Mimo że sama nie wiele od nich miałam to zdążyłam polubić się z marką na tyle że zapragnęłam więcej! Z wcześniejszych recenzji mogliście poczytać o:
Będąc w listopadzie na spotkaniu blogerek w Katowicach połączonych z targami odwiedziłam stoisko Skin 79 robiąc niewielkie zakupy w postaci samych maseczek. Nie wiem czy taka jest ich cena faktyczna czy to była promocja ale każda z nich kosztowała zaledwie 5zł, natomiast stwierdziłam że nie będę ich dublować z racji tego że nie wiem czy akurat u mnie się sprawdzą. Każda z maseczek jest w płacie, z wyjątkiem jednej która ma działać oczyszczająco na nos i jest w formie plasterka. Recenzje nie będą długie z racji tego że każda z nich była na jednorazowego użytku, natomiast czasami zdarzają się perełki które już przy pierwszym zastosowaniu  potrafią chwycić za serce. To co zaczynamy?

NUDE SEAL MASK VITALITY & NOURISHING - RED GINSENG
Zacznę od tego że maseczka jest bardzo mocno nawilżona i tak naprawdę cały ten płyn w jakim była nasączona można by wyciskać. Jeśli chodzi o jej dopasowanie to rozmiarowo fajnie przylegała do twarzy i się jej trzymała, wszystkie otworki były tam gdzie być powinny. Nie wywoływała szczypania podczas jej noszenia i nie podrażniała moich wrażliwych oczu. Zapach przyjemny i delikatny, podczas noszenia maseczki na skórze praktycznie niewyczuwalny. Po zdjęciu maseczki skóra była dalej mokra i odrobinę była klejąca, natomiast po całkowitym wchłonięciu się nadmiaru płynów była miękka i nawilżona. Nie zauważyłam jednak aby dawała efektu rozjaśnienia skóry choć i tak nie specjalnie na to liczyłam. Ogólnie jest przyjemna i te pierwsze efekty były przyzwoite, jednak chyba nie na tyle abym chciała ponownie ją kupować.
NUDE SEAL MASK BRIGHTENING & NOURISHING - HONEY
Jeśli chodzi o techniczną stronę to jest identycznie jak w poprzedniej, doskonale przylega, otwory są tam gdzie być powinny i jest mocno nasączona płynem. Pięknie i nieco bardziej intensywnie pachnie, ale nie na tyle aby wrażliwe noski poczuły grymas na twarzy. Nie szczypie po twarzy i nie podrażnia oczu. Po ściągnięciu maseczki skóra również jest mokra, natomiast nie jest tak lepka jak w przypadku poprzedniej maski. W zasadzie to skóra dosłownie pije cały płyn w jakim była nasączona. Teoretycznie działanie ma mieć podobne do poprzedniej, jednak z tą różnicą że ma bardziej złuszczać naskórek, coś na zasadzie peelingu enzymatycznego. Owszem skóra jest miękka i wygładzona, natomiast nie powiedziałabym aby tak do końca było widoczne to złuszczanie. Zresztą wiecie w kwestii złuszczania czy zdzierania naskórka to ja wiem co nieco więcej. Natomiast zauważyłam że zdecydowanie bardziej rozjaśnia skórę i bardziej ją nawilża. Dlatego do niej będę skłonna chętniej wrócić.
CLEAN - ON 2 STEP EASY & EFFECTIVE - 2 STEP PORE SOLUTION
To była jedna z tych która mnie najbardziej ciekawiła. Oczywiście nie dla tego że jest to forma plasterka przyklejanego na nos bo takich maseczek to ja testuje i używam od groma. Natomiast to co mnie zaciekawiło to fakt że są dwa etapy jej zastosowania. Krok pierwszy to taki zwykły czarny plaster, który aplikujemy na lekko zwilżoną ale oczyszczoną skórę nosa, dociskając przy skrzydełkach aby dobrze przylegał. Kolejno trzymamy go do 15 min i zdejmujemy. Plasterek z łatwością schodzi, natomiast pozostawia po sobie w niektórych miejscach lekkie czarne ślady ale bez problemu można je domyć pod bieżącą wodą. Natomiast efekty to totalna klapa, chyba dawno nie miałam tak beznadziejnego plastra który by mi nawet jednego zaskórnika nie wyciągnął, szczerze mówiąc byłam bardzo zaskoczona i zdziwiona, mogłabym to określić nieco inaczej ale jednak ugryzę się w język. Drugi plasterek ma działać łagodząco, a jego formuła po części jest taka żelowa. Coś na zasadzie chłodzącej galaretki. Ogólnie nawet coś tam chłodził w nos ale nie poczułam jakieś specjalnej ulgi tym bardziej złagodzenia. Tak więc w przypadku tej maseczki wnioski wyciągnijcie sami.
JEJU JELLY MASKA SKIN VITALITY
Zapach troszkę taki dziwny ale nie jest on nieprzyjemny. Była stanowczo za mocno nasączona ponieważ cały płyn jak siedziałam schodził tak jakby ku brodzie i zaczęło z niej kapać. Oczywiście sporadycznie co jakiś czas po małej kropelce. Na dobra sprawę w środku opakowania zostało tyle tego płynu że mogłam nim spokojnie nasmarować całe ciało i tak też uczyniłam. A co będę marnować :] Ogólnie maseczka ma mieć działanie kojące, wprawdzie nie podrażniała ale też nie zauważyłam aby jakoś specjalnie działała kojąco. W zasadzie to nie zauważyłam aby robiła coś więcej niż nic. Takie o wiecie mogłabym sobie skompresowaną maseczkę zamoczyć w czystej wodzie i położyć solo na twarz. Gdybym mając ją na twarzy siedziała bezruchu na łóżku a nie myjąc się w wannie to mogłabym powiedzieć że zmarnowałam 20min życia i pięć złotych.  Płyn który wtarłam w ciało po kąpieli też nic nie zrobił. Nałożyłam pielęgnację na twarz i ciało i poszłam spać.
JEJU JELLY MASK - SKIN GLOW
Maseczka podobnie jak inne jest mocno nasączona, natomiast nie jest to wodnista ciecz tylko taka mocno żelowa formuła. Mimo tego płyn nie spływał z twarzy, tak jak to było w przypadku poprzedniej. Płat maseczki dobrze przylegał do twarzy i otworki również były dobrze wycięte. Z początku wydawało mi się że po zdjęciu maseczki kiedy skóra twarzy była jeszcze mokra nie będzie widać efektów. Natomiast po wchłonięciu się pozostałej zawartości poczułam jak skóra jest mocno nawilżona i to na tyle że tak naprawdę nie było potrzeby używania kremu. dlatego resztę zawartości saszetki wtarłam w swoje ciało. Maseczka doskonale łagodzi i dobrze nawilża skórę. Nie spodziewałam się że będę z niej tak zadowolona i zapewne kiedyś wrócę do niej ponownie.
JEJU JELLY MASK - SKIN SOOTHING
Ostatnia maseczka jest z tej samej serii co dwie poprzednie, z tym wyjątkiem że podobnie jak żółta również jej zawartość jest nasączona w żelowej formule. Nie spływa z twarzy i doskonale się jej trzyma. Nie podrażnia skóry ani oczu. Jedynie co mnie troszkę irytowało to fakt że miedzy ustami a nosem jest za duża przerwa i ten paseczek który miał przylegać do skóry cały czas opadał na usta. Nie było to jakoś bardzo uciążliwe ale jednak troszkę przeszkadzało. Jeśli chodzi o działanie to w zasadzie efekty jej stosowania są bardzo podobne do tej żółtej, również świetnie nawilża, działa kojąco i dodatkowo z tego co pisze producent ma właściwości filtrujące promienie słoneczne. Oczywiście ciężko mi w obecnym okresie ocenić czy takie działanie ma faktycznie, natomiast jeśli tak to jest to jak najbardziej na jej plus. Cały nadmiar zawartości saszetki również użyłam do nasmarowania ciała, aby wykorzystać jej potencjał do samego końca. Skóra po jej zdjęciu nie jest lepka i w sumie chyba najszybciej się wchłania, myślę że będzie odpowiednia do każdego typu cery i pewnie za jakiś czas wrócę do niej ponownie. Oczywiście nie myślcie że to są to jakieś efekty wow ale na tyle przyjemne że warto po takie maski sięgać.
Tak prezentuje się całe zestawienie maseczek skin79, jestem ciekawa czy podoba wam się taka seria wpisów? I co o niej myślicie? Powiem wam tak że ja używam codziennie maseczek i zazwyczaj za każdym razem inną o zupełnie innych właściwościach i działaniu. Moja skóra bardzo lubi takie kilkudniowe maratony i uwierzcie mi że wtedy jest mi bardziej wdzięczna! tłumaczenie nie mam czasu to głupie bo ja takie maseczki mam zawsze na sobie kiedy siedzę w wannie i się myję.
Jeśli chcecie to zapraszam was do poprzednich serii wpisów o maseczkowych maratonach.
Thirteen masks in thirteen days - ( 13 maseczek w 13 dni )
Eight masks in eight days - ( 8 maseczek w 8 dni )

74 komentarze:

  1. Ja używam maseczek rzadziej. Nie jestem fanką tych w płachcie, ale zdarza mi się ich używać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja regularnie :) ale dzięki temu sukcesywnie zużywam wszystkie zapasy :)

      Usuń
  2. Plasterki z serii "wkurzony jeż" chciałyśmy już dawno z córą wypróbować, ale widzę że nic nie straciłam że nie kupiłam. Skin79 to chyba jedyna firma z maseczkami "chińskimi" do której mam zaufanie. Tych masek nie znam niestety , ale też i nieczęsto maski w płachcie stosuję. Osobiście ja bym wypróbowała tę Nude Seal, choć piszesz że słaba to ja akurat takie delikatniutkie złuszczanie lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Azjatyckie nie chińskie :) bardzo fajne oczyszcza inną ich maska, Pore Designing Minimizing Mask na górze jest link do niej ;)

      Usuń
  3. Mam te trzy maski Jeju Jelly i jestem ciekawa, jak sprawdzą się u mnie :) Szkoda, że nie zabrałam ich na ferie do domu, zostały w moim studenckim mieszkaniu. Mam nadzieję, że zrobią więcej niż nic :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tej serii ta jedna jest taka słaba :P

      Usuń
  4. Znam te maseczki z blogów, ale jeszcze żadnej nie miałam. Motywujesz do częstszego sięgania po maseczki ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szacun, że tyle maseczek zużywasz :D Maski w płachcie to moja ulubiona forma maseczek - lubię je za to że nie trzeba ich zmywać. Choć przyznam że nigdy nie miałam ani jednej ze skin 79, muszę koniecznie nadrobić. Nawet nie wiedziałam, że mają jakieś tańsze maski. Ta maseczka z jeżem ma fajne opakowanie, ale szkoda że nic poza tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja na nią liczyłam i dupa zawiodłam się strasznie :/

      Usuń
  6. Tych maseczek nie używałam jeszcze. W płacie jak najbardziej lubię :) To prawda używanie maseczek systematycznie przynosi fajne i widoczne efekty na skórze!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam takie serie maseczkowe :D Ale chciałabym jeszcze takie podsumowanie, nie musi być każdej, ale czy jakaś z jakiegoś powodu przypadła Ci bardziej do gustu lub podpadła ... Choć oczywiście czytałam: "Oczywiście nie myślcie że to są to jakieś efekty wow ale na tyle przyjemne że warto po takie maski sięgać." cz też "Nie spodziewałam się że będę z niej tak zadowolona i zapewne kiedyś wrócę do niej ponownie." A może tylko ja lubię podsumowania? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dużo ich używam chyba bym tydzień pisała posta o podsumowaniu :D

      Usuń
  8. Fajny maraton :) ja staram się używać maseczek regularnie, a pomógł mi w tym mój blog :0 Postanowiłam, że co piątek będzie recenzja jednej maseczki i tego się trzymam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak każda za piątaka to powiem ci, że się opłaca ;p Ta honey mnie kusi, szkoda, że dwuetapowy jeżyk tak kiepsko wypadł eh ;/ skin glow mnie jeszcze kusi z przedstawionych maseczek, pewnie kiedyś wpadnie w moje łapki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja dlatego kupiłam wszystkie bo stwierdziłam że za taką kasę mogę próbować :)

      Usuń
  10. Lubię maseczki w płachcie pomimo, że często ich nie używam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Część jest mi znajoma. Lubię maseczki w płachcie latem.. fajnie odświeżają.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przekonują mnie te maseczki w płachcie, wolę raczej tradycyjne. Ostatnio miałam dwie i nie robiły nic z moją skórą, ale może są i takie osoby które zauważą różnicę.

    OdpowiedzUsuń
  13. ja mam tyle maseczek a brak czasu na ich uzywanie ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas kąpieli, siedzenie w wannie czy prysznic.

      Usuń
  14. Ostatnio wzięłam się za siebie i użyłam masek z mojego kalendarza adwentowego. Po tej w płachcie zostało trochę płynu, więc wtarłam go w ręce. Uważam podobnie jak Ty, że nie ma co marnować. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobra, obiecuję, ż epo twoim poście wreszcie pójdę po jakieś maseczki bo moja skóra aż się prosi o nie! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham maseczki na płachcie, wszystkie bym przytuliła :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Muszę zacząć częściej używać maseczek :) i muszę przyznać, że te w płacie średnio polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Maseczki w płacie to nie moja bajka, wolę te tradycyjne w kremie. A może polecisz mi jakieś dobre głęboko nawilżające maseczki do skóry odwodnionej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bym postawiła na jakąś z aloesem albo na śluz ślimaka :)

      Usuń
  19. Uwielbiam maseczkowe maratony, a maseczki w płachcie to moje ulubione:) Dzięki za inspirację, też sobie zrobię taki maseczkowy tydzien :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super :) takie maratony są naprawdę dobre :)

      Usuń
  20. Maseczki w płachcie nie są moją ulubioną formą pielęgnacji dlatego, że jest za droga. Te maseczki Jelly są za 5 zł u mnie w drogerii, ale koleżanki tam pracujące odradzały mi właśnie ze względu na kiepskie działanie. Mam ochotę na wiele tych droższych maseczek w płachcie, ale jednak wydanie na jednorazową pielęgnację 25 zł jeszcze nie jest osiągalne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jedna była słaba dwie pozostałe przyjemne choć ja i tak wolę te w tubach :)

      Usuń
  21. Wszystkie wydają się być fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Używałam tylko tej ostatniej, kupiłam w TKMaxx za 7zł, normalnie są jeszcze droższe. Tak więc 5zł za sztukę to świetna cena :)Bardzo fajnie, że wszystkie maski są z jednej firmy, bo można porównać i ewentualnie odrzucić niektóre z zakupowej listy. Ja tak zrobię z plasterkiem na nos, bo ostatnio ciągle słyszę kiepskie opinie na jego temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No on jest beznadziejny :D nawet jeden dziad nie wyszedł

      Usuń
  23. Taka różnorodność, że każdy znajdzie coś dla siebie :) Ja maski stosuję zazwyczaj co 3-4 dni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja codziennie z tą różnicą że o różnych działaniach.

      Usuń
  24. Miałam tego jeżyka i też kompletnie nic nie zrobił, niestety. Ostatnio też mam szał na maseczki i prawie codziennie dzień kończę z czymś na twarzy =)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja nie lubię maseczek w płachcie, przeważnie są za duże i wszystko mi się obsuwa co mnie strasznie denerwuje :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo lubię wszelkiego rodzaju MASECZKI - choć tych w PŁACHCIE unikam,nie należą do moich ulubionych.

    OdpowiedzUsuń
  27. Maska z jeżem zawsze przyciągała mój wzrok w drogeriach, ale chyba lepiej będzie skusić się na te żelowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ona nie jest warta nawet tych 5zł

      Usuń
  28. Miodowa chyba najbardziej mnie zaciekawiła :). Ostatnio jakoś wpadają mi w ręce miodowe kosmetyki :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Szkoda, że nie wszystkie się sprawdziły tak jak powinny, no i że nie wszystkie są dobrze dopasowane do twarzy. Osobiście nie lubię leżeć bezczynnie, chyba że jestem chora :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja mam chyba ADHD więc bym nie mogła nawet 5 min siedzieć :D

      Usuń
  30. Kochana Moja , ja powiem krótko i na temat - JA KOCHAM MASKI W PŁACHCIE!!! Hahahah , ogólnie uwielbiam masecki, ale te wpłachcie skrły mi serce :* Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  31. Z marką Skin 79 nie miałam jeszcze do czynienia. Może zacznę właśnie od maseczek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy którą wybierz jak widzisz niektóre są dobre inne ok a Jeszcze inne nic nie warte.

      Usuń
  32. Nie miałam jeszcze żadnej z nich, ale ciekawi mnie ta Jelly ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja też zawsze znajduje czas na maseczkę głównie pod prysznicem - wtedy nakładam zwykle te zmywalne w tubkach etc;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Zrobiłam sobie kiedyś wyzwanie 7 dni z maseczkami w płacie i naprawdę widziałam różnicę w stanie swojej cery. Muszę to kiedyś ponowić i napisać w końcu o tym na blogu.
    Teraz zamierzam zrobić 7 dni z zestawem maseczek Dermika.

    OdpowiedzUsuń
  35. Szczerze mówiąć, maseczke w tej postaci użyłam może z raz :D

    OdpowiedzUsuń

PROSZĘ - NIE SPAMUJ!! TRAFIĘ DO CIEBIE, TO NIE JEST MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ, JEŚLI W KOMENTARZU UMIEŚCISZ JAKIKOLWIEK LINK Z PEWNOŚCIĄ TRAFI ON DO SPAMU. JA SZANUJĘ CIEBIE, A TY USZANUJ MNIE!